Nasz serwis używa plików cookies zgodnie z "Polityką Cookies". Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że wyrażają Państwo na to zgodę.   Zamknij  X
SZKOŁA PODSTAWOWA NR 6
im. Kornela Makuszyńskiego
w Ostródzie
Szkoła ze słońcem w herbie

Kącik poetycki

  

Wszyscy znamy nazwiska sławnych poetów i czytamy ich wiersze, choćby z obowiązku szkolnego. Niektórzy lubią poezję i czytają  dodatkowo wybrane utwory, a nawet uczą się ich na pamięć. Ale są też tacy, którzy sami piszą utwory poetyckie. Dla nich właśnie jest nasz KĄCIK. Jeżeli piszesz wiersze i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami, masz okazję.


 

Dziś prezentujemy kilka wierszy pierwszej odważnej poetki, Małgorzaty Halińskiej z kl. VIIb.

„Błogość czasu mijania”

Uspokaja mnie dźwięków drganie…

Spokojne zegarka tykanie…

Równomierne czasu odliczanie…

Dwunastej dźwięczne wygrywanie…

I od nowa czasu wymierzanie…

Leci czas nieubłaganie…

 

 

 

 

„Nocne niebo”

Lubię patrzeć na samotne gwiazdy

wszechświata lśniące balasty

rozdarcia w ciemnym połaciu nieba

co połatać się nie da

 

Na księżyc co ma dziury jak u sera

co kolejną fazę ciemność powoli go pożera

po czym zniknąć by nastąpiła u niego nowa era

 

Lub na gwiezdne konstelacje

mające różne wariacje oraz

trudne dla ludzkiego oka kombinacje

 

Lecz wiem jedno na pewno

że na tym mrocznym niebie

jest mego bytu sedno

i miejsce dla mnie i ciebie

„Drzewa Jesienią”

Jesień to czas gdy roślinność umiera

gdy zwierzyna powoli w śnie zamiera…

A drzewa jak feniksy umierają

śmierć w piękno zamieniają

W czerwonej złości

W złotej wzniosłości

W brunatnej ociężałości

I w pomarańczowej zagadkowości

Wtedy gdy ostatni listek nadziei spadnie

umrą na zimę pięknie lecz dosadnie

By z liści odżyć w chwale na wiosnę

powrócą wtedy liście zielone-radosne

 

„Byt Motyla”

Motyl to owad o posturze z porcelany.

można go spotkać tam gdzie bory i łany.

Na kwiecie usiądzie jak na własnym tronie,

zbierać on będzie nektar i niebiańskie wonie.

Gdy skończy przy nim prace idzie dalej w bój,

nie patrząc na pszczeli bzyczący wtem rój.

I szybuje swymi kruchymi skrzydłami,

jakby odurzony kwiecistymi oparami.

To w dół, fikołek, i w górę,

jakby chciał dotknąć chmurę.

Po czym nieśpiesznie odlatuje

i swej rutyny nie zatrzymuje.

Aż śmierci kosa go dosięgnie,

a on ulegnie…

Zajdzie wtedy słońce.

życie dające.